aktualności klacze pokazy wyścigi stanówka oferta galeria kontakt o nas księga gości

Wiedeń


Wiedeń


Om Mantra we Wrocłowiu


Om Mantra we Wrocławiu


Admin we Wrocławiu


Admin we Wrocławiu


Admin we Wrocławiu


Zagraniczny debiut (2006-06-21; 00:19)

Opóźnienie rozpoczęcia zmagań na warszawskim torze wyścigowym nie oznacza wcale, że trenowane w rosłonieckiej stajni konie czekają zniecierpliwione, aż służewiecka bomba pójdzie wreszcie w górę. Po występach Om-Mantry i Admina we Wrocławiu, przyszła kolej na tegoroczny debiut reprezentacji starszych roczników. I tak, para Amis (Ganges – Amina po Murat-Gazon) – Don Miguel (Deploy – Don’t Wary po Lomond) wyruszyła pod Wiedeń, gdzie 11 czerwca na torze Ebreichsdorf zainaugurowała sezon wyścigowy 2006.


Konie dobrze zniosły blisko 11-godzinną podróż, odpoczęły przez noc i w dobrej formie oczekiwały startów. W gonitwie VII, po skreśleniu dwóch koni, Don Miguel miał 9 przeciwników, w tym trenowane w Polsce: De Facto, Administratora (po Lando), Dębczaka (Czubaryk) i Kamrata (Muhtarram). Ze Słowacji przyjechał Atropin (Monsun), a z Czech Pudr (Dara Monarch) i Richest Vein (Ali Royal). Austrię reprezentowała Chutney Mary (Indian Danehill), a Słowenię Arabian Spirit (Big Shuffle). Przed Klaudią Wójcik (debiutującą w zagranicznej obsadzie) i naszym podopiecznym (stajnia Dream Team) stało naprawdę trudne zadanie, bowiem rywale byli mocni i w dodatku w zdecydowanej większości z tegorocznymi występami na koncie. Z pewnością Don Miguel wolałby też dłuższy dystans (1650m), a jego postawa na nieznanej mu jeszcze nawierzchni (piasek) i stosunkowo trudnym technicznie torze, pozostawała zagadką. W padoku nasz nieduży 9-latek ustępował rywalom warunkami fizycznymi (ale nie kondycją!), więc nie było zaskoczeniem, że podopieczny nieznanego trenera z Polski nie znalazł dużego uznania w oczach publiczności i był przedostatnią grą w totalizatorze. Po falstarcie Administratora, konie ruszyły w dystans. Don Miguel dobrze przyjął start i robił co mógł, aby zająć dogodną pozycję, ale ostatni numer, a przede wszystkim mocne tempo dyktowane przez De Facto, w połączeniu z szybkością przeciwników sprawiły, że na przeciwległej prostej zamykał pochód ze znaczną stratą do stawki. Na prostej niepodzielnie królował urodziwy De Facto, który na piasku czuł się niczym przysłowiowa ryba w wodzie i ku radości polskiej ekipy bez trudu odszedł od konkurentów. Drugie miejsce zajął wysoko notowany Atropin, trzecie - silny, solidnie wypróbowany Pudr, a czwarte finiszujący Richest Vein. Ostatnią płatną lokatę z trudem obroniła faworytka gonitwy Chutney Mary, ale przy ambitniejszej postawie jeźdźca mógł ograć ją Administrator. Poprawiający pozycję i dzielnie walczący do samej mety Don Miguel nie zdążył złapać Arabian Spirit i ostatecznie kończył ósmy, pokonując Dębczaka i Kamrata.


Ucieszeni stylowym sukcesem polskiego konia i zadowoleni z postawy Don Miguela (przyzwoity czas i nieduża strata do wyżej ocenianych rywali), który w dobrym zdrowiu ukończył bieg, zyskując cenne przetarcie przed czekającymi go sprawdzianami, pełni nadziei oczekiwaliśmy występu Amisa (stajnia Fuks). Jednak zanim jeszcze konie ruszyły w dystans emocji było co nie miara. Debiutujący austriacki 6-latek Mescal (49,5kg) na forkentrze pozbył się jeźdźca (dż.Thierry Chapusot), powodując sporo zamieszania i znaczne spóźnienie (blisko 15 minut), co z uwagi na bezpośrednią transmisję i zakłady wzajemne zdarza się tu niezwykle rzadko. W efekcie koń ten nie wziął udziału w gonitwie.


Panująca nerwowość udzieliła się większości uczestników, z których faworytem był francuskiej hodowli, atletyczny Kesmel. Zarówno trener tego konia, jak i świetnie znany polskiej publiczności jeździec są niemal niepokonani w tegorocznej „arabskiej” rywalizacji w Ebreichsdorfie.
Warunki biegu sprawiły, że Kesmel, który miał w dorobku tylko jedną wygraną niósł 3kg mniej od bardzo solidnego i szczerego 7-letniego San-Miego (trzecia gra) i naszego Amisa (piąty faworyt). Wyżej publiczność oceniała szanse polskiej Dum Dum i austriackiego 4-latka Djaykhan K.A. W 10-konnej stawce były jeszcze trenowane w naszym kraju czterolatki: Wolumen, Wymarsz i KW-Amirnov oraz 2 lata starszy Gent i przedstawiciel gospodarzy 4-letni Antaris el Rochelle. Po starcie bardzo surowe warunki rozgrywki dyktował KW-Amirnov, za którym podążały Kesmel, San-Miego i tercet Gent - Amis – Djaykhan K.A. Lider osłabł przed zakrętem, gdzie mocne tempo utrzymywał lekko galopujący Kesmel. San Miego próbował go gonić, ale rywal niezagrożony mknął do mety, odnosząc bezapelacyjne zwycięstwo. Pupil trenera Krzysztofa Ziemiańskiego utrzymał drugą lokatę, a trzecie miejsce, dzięki znakomitej jeździe Piotra Piątkowskiego, nieoczekiwanie przypadło w udziale Gentowi. Nasz bohater bliski był pokonania austriackiego przeciwnika, ale ostatecznie minął celownik piąty.
Cieszy dobry debiut Amisa, który w krótkim czasie po biegu odzyskał „gotowość bojową”, a w piekielnie szybkiej gonitwie odnotował wartościowy rezultat, powiększając stan posiadania (160 EUR). Z wyjątkiem wszechstronnego San-Miego, Amisa pokonały konie, które są już w środku wyścigowego sezonu (w Ebreichsdorfie ścigają się od połowy marca). Podobnie wygląda sprawa naszej amazonki, która ustąpiła pola jedynie doświadczonym dżokejom.
Zatem po zasłużonym odpoczynku i dniu pełnym emocji, przyszła pora kolacji (koniom i ludziom apetyt oczywiście dopisywał), czas pakowania gratów i szykowania się do drogi powrotnej. Podziękowaliśmy pięknie za pomoc i opiekę na „obcej ziemi” panom: Stefanowi Bigusowi (trener na stałe rezydujący w Ebreichsdorfie) i Piotrowi Piątkowskiemu, i wyruszyliśmy w podróż do domu. Konie zniosły ją bardzo dobrze i w poniedziałek rano były już w swoich boksach w Podbieli. A my, w drodze, wymienialiśmy wrażenia, uwagi i spostrzeżenia, dokonując pierwszych, gorących jeszcze podsumowań i rozliczeń.
Piękny, nowoczesny, w typowo amerykańskim stylu, tor w podwiedeńskim Ebreichsdorfie dysponuje trzema profilowanymi bieżniami (na lewą rękę): dla kłusaków (piasek) - tego dnia ścigały się w 7 gonitwach i dla galopu (piasek i trawa - oba o obwodzie około 1600-1700m) – 4 pojedynki, w tym dwa z udziałem polskich koni, które stanowiły 50 i 70 procent obsady. Tor oczywiście ma sztuczne oświetlenie i olbrzymi telebim, a uroku dodaje mu płynąca przez środek rzeczka. Osiem wygodnych, przestronnych, dobrze oświetlonych i wentylowanych stajni, z dużymi boksami (konie stoją na specjalnych trocinach) mogącymi pomieścić niemal 600 koni, z funkcjonalnymi myjkami, w dodatku ze znakomitym zapleczem socjalnym i pokojami gościnnymi, plus piaszczyste i trawiaste padoki oraz bezuwiązowe, zadaszone maszyny dla koni tworzą świetnie wyposażony kompleks treningowy dla galopu i kłusaków. Koszty treningu i utrzymania są oczywiście duże, więc i stałych rezydentów niestety niezbyt wielu. Trochę szkoda, że tak wspaniały obiekt, w dodatku znakomicie usytuowany geograficznie, nie tętni codziennym, wyścigowym życiem w takim stopniu, jak by się można tego spodziewać i jakby się chciało.


Ozdobą toru jest z pewnością piękna, duża, wielofunkcyjna trybuna mieszcząca również kasyno, salę widowiskową, restauracje, bufety, loże, salę z automatami do gry, biura i chyba wszystko, co tylko może służyć rozrywce i hazardowi. Do tego nieduży padok, ring dla zwycięzców, ogródek zabaw dla dzieci, obszerne parkingi i eleganckie drogi dojazdowe. Sprawna organizacja, dobra informacja i panujący porządek dopełniają całości.


Zadowoleni z wykonanego planu, mamy nadzieję, że zdobyte w austriackiej wyprawie doświadczenia zaprocentują i że w kolejnych startach naszym podopiecznym uda się zająć bardziej eksponowane miejsca. Planujemy już kolejne wojaże zagraniczne, a najbliższym celem będzie Bratysława, gdzie 25 czerwca ścigać się będą Bohema i Don Miguel.


Zatem równie obszerna relacja z naszej wyprawy do stolicy Słowacji już niebawem. Trzymajcie Państwo kciuki, by drużyna stajni Rosłońce ponownie powróciła do kraju z tarczą, bogatsza o nowe doświadczenia i zadowolona z osiągniętych wyników, bowiem, co pokazał występ w Austrii, o sukces w międzynarodowej konkurencji jest niezwykle trudno. Nie wiele łatwiej wygląda sprawa znalezienia gonitwy odpowiedniej dla uzdolnień i preferencji koni, a zagraniczny wyjazd wymaga nie tylko finansów, ale przede wszystkim sprawności organizacyjnej, dyscypliny i bardzo dobrego zgrania całego zespołu. Nasz, mimo dodatkowych emocji wynikających z debiutu, spisał się na medal.


Copyright © 2004-2018 ROSLONCE.PL | Wszystkie prawa zastrzeżone