aktualności klacze pokazy wyścigi stanówka oferta galeria kontakt o nas księga gości

CZARNY KOŃ (2009-12-21; 22:10)

Był październik 2007 roku. Zadzwonił do mnie właściciel RIVER NIGHT i powiedział: „ Adam kupiłem cztery roczniaki na aukcji w Baden Baden „. Zapytałem o pochodzenie tych koni. Z tego co usłyszałem skojarzyłem kilku przodków wymienionej stawki. Po paru dniach konie były już w Polsce i biegały na pastwiskach pod Opatowem. Ja również tam się pojawiłem, żeby je obejrzeć. Reprezentowały całkowicie różne typy koni wyścigowych. Powiedziałem, że najbardziej podoba mi się ten mały czarny na drobnych nóżkach z gwiazdką na głowie. Mierzył wtedy może 150cm.

Zakupione konie oraz sygnały od innych moich stałych właścicieli, że zamierzają zwiększyć ilość koni w treningu, poskutkowały tym, że natychmiast zaczęliśmy rozbudowywać nasz skromny ośrodek treningowy. Po trzech miesiącach powstała nowa stajnia na 20 boksów – raczej była to ogromna hala 12m x 30m. W styczniu 2008r., w miarę jak przyjeżdżały konie, na tej olbrzymiej hali powstawały kolejne boksy. W połowie stycznia przyjechały pierwsze konie, które wstawiliśmy do czterech wykańczanych w nocy boksów. Były to: LITTLE LOTTI, LASSLO, KALIN i drobniutki GOLDEN TIROL. Do końca stycznia zbudowaliśmy wszystkie boksy. Wtedy przyjechało 16 młodych koni, między innymi: JAGABELLA, ELEGANT PRIDE, FAIR N LOVELY i KSIĘŻNA TORU. Jak się później okazało były to konie z czołówki rocznika. Warto było zawinąć rękawy i rozbudować stajnię.

Pragnę podziękować wszystkim moim właścicielom, z którymi utrzymuję przyjacielskie stosunki za pomoc w rozbudowie i rozwoju mojego ośrodka. Naprawdę wiele im zawdzięczam (niektórzy mają nawet swoje cegły wmurowane w ściany i płyty dachowe montowane własnoręcznie). Utożsamiają się z tym miejscem i dobrze się tu czują.

Rozpoczęliśmy trening młodych koni powolutku i w miarę okazywanej energii podkręcaliśmy tempo. Przyszła wiosna i zbliżał się termin pierwszych startów. Niestety większość naszych dwulatków nie była skostniała. GOLDEN TIROL podrósł i zmężniał trochę. Przy drugim badaniu okazało się, że jest skostniały i może zacząć szybszą pracę. Pracował mało chętnie i ambitnie i pierwszy galop w życiu nie zapowiadał się obiecująco. Jednak to, co zrobił po raz pierwszy, poproszony o szybszą pracę, przerosło nasze oczekiwania. Podekscytowani czekaliśmy na pierwszy start. Było to 16 sierpnia, dystans 1200m – Nagroda PRÓBNA. Zaraz po otwarciu drzwiczek przestraszył się koni i wyłamał w prawo (startował z ostatniego start boksu), stracił dużo terenu do biegnących koni. Przy najszybszej ćwiartce, po zakręcie poprawiał pozycję. Na prostej potrafił zafiniszować tylko na czwarte miejsc, ale ogólne wrażenie pozostawił bardzo obiecujące. Trenuję dwulatki trzy sezony i jak się nie mylę żaden nasz młodziak nie wygrał swojego wyścigu z debiutu.

Następny start 6 września, dystans 1000m – wygrał łatwo. Po pięciu tygodniach w wyścigu I grupy rozprawił się z solidną stawką na twardym torze. Po tym wyścigu dostał lekkich bukszyn, był na kilka dni odstawiony i podcierany.

Podczas kolejnego mityngu na Służewcu spotkałem pana Andrzeja Zielińskiego, podszedł do mnie i powiedział: „Panie Adamie, czy pan wie, że pana koń jest najlepszym dwulatkiem na torze?” Z powodu bukszyn i doświadczeń z poprzedniego sezonu z klaczą RIVER NIGHT, która była 4 razy druga i 1 raz trzecia w wyścigach nagrodowych najwyższej rangi, mieliśmy pomysł, żeby nie biegać za wysoko młodymi końmi i pokonywać etap po etapie w hierarchii nagrodowej. Zwycięstwa pozostałych dwulatków w naszej stajni: ELEGANT PRIDE i JAGABELLI zmusiły nas do zweryfikowania tych postanowień. Ostatecznie GOLDEN TIROL miał biegać w Nagrodzie Mokotowskiej, ELEGANT PRIDE w Nagrodzie Nemana, a JAGABELLA w I grupie. Jak się potem okazało wszystkie nasze konie odniosły zwycięstwo.

TIROL został najlepszym dwulatkiem, zimowym faworytem na Derby.

Razem z właścicielami TIROLA postanowiliśmy zgłosić go do 2000 Gwinei w Pradze, gdzie pula nagród jest o wiele wyższa niż w polskiej Nagrodzie Rulera, a wyścig o 2 tygodnie wcześniej niż w Polsce. Dawało to nam możliwość przebiegania dwóch wyścigów przed Derby w Austrii. Niestety życie pokrzyżowało nasze pierwotne plany.

W grudniu 2008r. przyjechały roczniaki z różnych krańców Europy, przywiozły całą gamę bakterii i wirusów. Grudzień i styczeń to walka z kaszlem i „smarkami” młodych koni. Niektóre „stare” też złapały to coś nowego. TIROL smarkał parę dni i z doktorem Michałem Dziekańskim postanowiliśmy podać mu antybiotyk. Po kilku dniach było wszystko w porządku i wracał do normalnej zimowej pracy „powolne długotrwałe kentry”. Podczas takiej zimowej roboty, pod koniec stycznia, kończąc na nim pracę zauważyłem, że strasznie parska i czymś się denerwuje. Na śniegu pojawiła się krew. To była krew z nosa. TIROL doznał dużego krwotoku z obydwu nozdrzy. Dreszcze, jakie wtedy przeszły mi po plecach były nie do opisania. Wracaliśmy stępem do stajni, a ja całą drogę pytałem się DLACZEGO. Dlaczego akurat ten koń, dlaczego to spotyka tych najlepszych. Doktor Michał Dziekański pojawił się natychmiast. Ustaliliśmy, że zajmie się nim pani doktor Blanka Wysocka, która specjalizuje się w leczeniu układu oddechowego. Badanie i diagnoza nie okazały się aż takie straszne. Jedną z teorii, którą braliśmy pod uwagę było to, że przechorowanie górnych dróg oddechowych i kuracja antybiotykiem spowodowała osłabienie mięśni krtani i podczas pracy „zamknęła się” klapka wytwarzająca podciśnienie, TIROL zassał krew z płuc. Wykonaliśmy też RTG płuc w klinice na Wolicy i wszystko było wiadomo. Zniszczenia płuc nie były duże, a uszkodzeniu uległy pęcherzyki znajdujące się w samych kącikach płuc. Pani Blanka Wysocka zaleciła bardzo rygorystyczną rekonwalescencję naszego pupila. Dwa miesiące bez pracy, leki, inhalacje robione kilka razy dziennie. TIROL początkowo bronił się przed nieprzyjemnymi zabiegami, ale potem zachowywał się tak, jakby sprawiało mu to przyjemność.

Sezon zbliżał się wielkimi krokami. Wiedziałem, że jak za wcześnie zaczniemy pracę, cała kuracja pójdzie na marne. Krwotoki mogą powracać. Ustaliliśmy z panią doktor, że po miesiącu może zacząć pracę w stępie i kłusie. To były najcięższe tygodnie w mojej pracy treningowej. TIROL wypoczęty i wesoły robił ze mną, co chciał, w każdej chwili narażając jeźdźca na rozstanie się z siodłem. Wydłużaliśmy mu czas w stępie i kłusie, tak żeby zmęczyć jego mięśnie, a płuca pracowały normalnie i bez obciążeń. Po kolejnych konsultacjach z panią doktor B. Wysocką dostaliśmy zezwolenie na powolne kenterki. Był już kwiecień, a koń rozpoczynał normalne treningi. Po każdej dłuższej przejażdżce spoglądałem na niego, czy nie powraca krwotok. To był bardzo trudny okres treningu i ta ciągła niepewność czy coś z tego będzie. Wiedzieliśmy, że już nie zdążymy biegać w Pradze (2000 Gwinei), skreśliliśmy go z zapisu. Kolejne obciążenia treningowe przyjmował z dużym zadowoleniem. Miałem nadzieję, że do Rulera zdążymy go przygotować. Przyszedł czas na pierwszy galop. Było wszystko w porządku. Potem drugi, też w porządku. Trzeci galop, to już wyścig. Nie było dla mnie ważne, czy wygra, czy przegra. Ważne było czy nie będzie nawrotu krwotoku. Wszystko było w porządku. Ja cieszyłem się że przetrwaliśmy najgorsze, że już będzie dobrze. Mieliśmy przed sobą spokojne 5 tygodni do startu w Derby Austrii. Przygotowania szły zgodnie z planem, TIROL robił kolejne galopy – jeden lepszy od drugiego. Wydłużaliśmy dystans na treningach, żeby wytrzymał 2200m bez żadnych problemów. Ostatni tydzień przed Wiedniem powróciły czarne myśli, czy dystans nie spowoduje urazu płuc? Pojawiły się wątpliwości, czy jechać tam, czy zostać w domu i biegać krócej na Służewcu. Podjęliśmy ryzyko, które się opłaciło. Po powrocie serdecznie dziękowaliśmy doktorowi Michałowi Dziekańskiemu, a w szczególności pani Blance Wysockiej za opiekę i profesjonalne podejście do naszego konia. Teraz byłem spokojny.

Kolejne starty w Bratysławie na 1600m i na Służewcu w Nagrodzie Mosznej (1600m), utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Cztery starty zaliczone w sezonie 2008, to dość niedużo jak na 3-letniego konia. Został zapisany na koniec sezonu do dwóch wyścigów: w Rzymie L. 1600m i awaryjnie do CRITERIUM na Służewcu. Mieliśmy doświadczenia z Baden Baden, gdzie komisja techniczna nie dopuściła naszego konia za nieczytelne wpisy szczepień źrebięcych z 2005r. Skutkiem tego TIROL nie biegał przez 2 miesiące, ponieważ nie było dla niego odpowiedniego wyścigu.

Wyścig w Rzymie nie ułożył się po naszej myśli. Przy wolnym początku, TIROL galopował za prowadzącym faworytem, gdy na prostej konie przyspieszyły, nie miał przejścia, potem jeden z koni wpadł mu pod nogi i dżokej musiał „wziąć go na siebie”. Pozostał niedosyt po tym wyścigu. Niedosyt ten czuł też nasz koń, który nie miał gdzie zużyć swojej energii. Po powrocie do domu energia go rozpierała. Postanowiliśmy biegać na koniec sezonu w CRITERIUM. Żeby nie było żadnych niespodzianek, postanowiliśmy poprowadzić od startu solidnym tempem, w czym jeszcze pomogła nam NICK OF MEMORY, która podpierała TIROLA przez większość dystansu. Wygrał łatwo, czego można było się spodziewać. Przeciwnicy nie byli zbyt wymagający, a GOLDEN TIROL to, wydaje mi się, koń europejskiej klasy.

Radość nasza trwała do wtorku – pierwszego grudnia, kiedy to zostałem wezwany na rozmowę z przedstawicielami Komisji Technicznej w siedzibie Dżokej Klubu na Służewcu. Poinformowano mnie, że w próbie dopingowej konia GOLDEN TIROL wykryto niedozwoloną substancję: NORPENTOXIFYLLINE. Po moich plecach przeszły dreszcze i nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Nigdy, w żadnej postaci, żadnemu ze zwierząt pozostających pod moją opieką nie podawałem niedozwolonych substancji. Ta informacja, gdyby nie tragizm całej sytuacji, wydawałaby się wręcz śmieszna tak była absurdalna. Poinformowałem o całym zdarzeniu właścicieli. Dzwoniłem do lekarzy weterynarii, żeby ustalić, co to za substancja. Jest to środek, który rozszerza naczynia włosowate, stosowany przy leczeniu ochwatu. Powoduje lepsze ukrwienie kończyn, ale również rozszerzenie naczyń włosowatych w płucach, co powoduje lepszą wymianę tlenu. Po konsultacji z panią doktor Blanką Wysocką dowiedziałem się, że substancja ta mogła spowodować krwotok u naszego konia, a tym samym zniszczyć jego karierę wyścigową. Piszę te słowa, żeby przedstawić całą sytuację, w jakiej się znalazłem. Jestem podejrzany i oskarżany w kuluarowych dyskusjach o stosowanie dopingu u najlepszego konia w stajni, substancją, która mogła spowodować poważne obrażenia i zniszczyć naszego najlepszego konia wyścigowego. Po przeanalizowaniu całego zdarzenia pozostaje mi tylko cieszyć się, że koń przetrwał te zabiegi bez uszczerbku na zdrowiu.

W konsekwencji nasuwa mi się tylko jedno pytanie: czy ostrze ataku wymierzone było we mnie, bo ktoś chciał zniszczyć mnie i moją reputację, czy konia i jego zdrowie?

Adam Wyrzyk

Copyright © 2004-2018 ROSLONCE.PL | Wszystkie prawa zastrzeżone